wtorek, 1 lipca 2014

Wszystko zależy od przyimka, czyli mówić po polski

Poszłem, bo jestem oszłem
motto posta (zaczerpnięte z książki)



Mam to szczęście, że robię "w polszczyźnie". Szczęście, bo dzięki temu,  niejako z zawodowego obowiązku, muszę myśleć nad tym, co piszę i mówię. A tematów do rozmyślań nie brakuje. I w dodatku wszystkie są fascynujące. Zwłaszcza, gdy rozprawiają o nich takie tuzy polszczyzny, jak: Bralczyk, Markowski i Miodek.  




Redaktorowi, który wpadł na pomysł, by posadzić przy wspólnym stoliku to trio, a właściwie kwartet - moderatorem rozmowy jest dziennikarz radiowej Trójki i i pisarz Jerzy Sosnowski - należy się Oskar za reżyserię;Posłuchać tej żywej, acz spisanej rozmowy trzech gigantów języka - to uczta dla ucha. I paliwo do późniejszej, własnej podróży krętami ścieżkami polszczyzny. 

Rozmowy podzielone są w książce na kilkanaście rozdziałów. Pełne są anegdot, ciekawych przykładów, a także sporów (czasami nierozstrzygalnych) między interlokutorami. Trzej panowie (ciekawe, czy rozmawiali na łódce;) dyskutują między innymi o:

- netykiecie, emotikonach i Rusinkowym witaj;
- prześladujących Polaków przecinkach; ponoć jeden z pisarzy przed wojną wysłał do redakcji rękopis, a na koniec dał 75 przecinków z dopiskiem: "Niech Pan wstawi, gdzie potrzeba";
- o tym, że kto mówi w cudzysłowiu, powinien mówić w dupiu (popr. w cudzysłowie);
- o tym, że Dorota Masłowska bawi się językiem, ale ta zabawa po 10 stronach staje się męczarnią dla czytelnika (o tak, o tak!);
- o tym, czy określenie Murzyn jest obraźliwe i czym je zastąpić;
- o językowej agresji i o tym, że kiedy słyszymy "nie denerwuj się" to na pewno skoczy nam ciśnienie;
- o tym, że pewne zapożyczenia są potrzebne, bo zapełniają lukę (np. w międzyczasie), a inne już nie (np. wow!);
- o tym, że mowa potoczna i  - z rzadka - przekleństwo jest potrzebne dla psychicznej równowagi;
- o tym, jak ważna jest stosowność językowa i że podszywanie się pod język, choćby młodzieżowy, jest co najmniej komiczne;
- o nieudanych próbach ingerencji w mowę, m.in. o poszukiwaniach zamiennika dla weekendu: zapiątek lub sobniela - to nie brzmi dobrze!
- o tym, że udajemy Anglików i Festiwal Sopocki to teraz Sopot Festival;
- o magii języka: np. u w słowie długi wydaje się dłuższe niż ó w słowie krótki;
- o bogactwie językowym (warto czytać!) i że jedni całe życie robią ogniska, a inni od najmłodszych lat je rozniecają;


Jeden z wątków, który szczególnie mnie zainteresował, to gwara. Pochodzę z Wielkopolski, studiowałam w mieście pierników, a od niemal dekady mieszkam w stolicy Podlasia. Dzięki temu mogłam poznać trzy różne gwary: moi dziadkowie jedli szneki z glancem, do Poznania jeździli baną, a cukierki przynosili mi w tutce; moim toruńscy znajomi, zgadzając się ze mną, mówili: jo, jo; a w Białymstoku mój syn nie bałagani, a robi bardak (uwielbiam to słowo!). Regionalizmy w mowie są czymś ubogacającym (to słowo na cenzurowanym;) i dzięki nim (oraz regionalnej kuchni - mniam) Polska nie jest tak jednolita, jak mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka (np. moim nowojorskim znajomym).  

Czy chcemy, czy nie - język jest naszą wizytówką. Odezwij się, a inni będą wiedzieć, kim jesteś. Rozmówcy Sosnowskiego zachęcają do wertowania słowników. Jednocześnie przekonują, iż staranne dobieranie słów czyni mowę sztuczną. Warto jednak posłuchać samego siebie i błędy z mowy wyrugować. Kilka lat temu, stając przed "komisją językową" (egzamin na kartę ekranową) świeciłam oczami za póki co (paskudny rusycyzm, o którym sporo w książce). Od tamtego czasu staram się go nie używać. 
Oczywiście błędy robi każdy; jeden z autorów podczas rozmowy został przyłapany na złym akcentowaniu, a inny przyznał się, że jeszcze do niedawna mówił "ani raz", zamiast "ani razu".  

Książka jest pięknie wydana, z ciekawą graficznie okładką i przejrzystym układem. Są też szerokie marginesy, po których można do woli mazać! W ten sposób z książki zrobimy zeszyt do polaka, z uwagami bł. styl. i ort. Zresztą i redaktorzy zaznaczyli ważniejsze momenty w książce fluomazakiem (neologizm własnej produkcji;) 

Przypomniał mi się jeszcze jeden powód, by po nią sięgnąć - dowiecie się z niej, jakie imiona preferują Wasze psy i koty. Jak się okazuje, także w tym względzie się różnią;)  

,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,, - a tu przecinki do uzupełnienia, bo to również moja pięta Achillesa;) 

Tytuł: Wszystko zależy od przyimka. Bralczyk, Miodek, Markowski w rozmowie z Jerzym Sosnowskim
Wydawnictwo: Agora SA Warszawa 2014

4 komentarze:

  1. chętnie bym ją przeczytała

    OdpowiedzUsuń
  2. przywieź mi ją i witaj smutku też, bo kiedyś czytałam u ciebie i jak zawszy nie pamiętam :(

    OdpowiedzUsuń